piątek, 13 listopada 2015

Macbook A1181 zmiana układu klawiatury

Witam wszystkich

Od kilku dni męczyłem się usiłując uruchomić polskie znaki pod linuksem na moim starym Macbooku A1181.
Problem tkwi w tym, że na klawiaturze naszego Macka mamy dwa przyciski z logiem jabłka (pod Windows jest to przycisk z logo Windows a pod linuksem nazywany jest "Super") ale brakuje prawego przycisku Alt (AltGr).
Rozwiązanie, które zastosuję ma za zadanie zamianę prawego przycisku "Super" na przycisk Alt, który użyjemy do "normalnego" wpisywania "ogonków".

Zapytacie pewnie "Jak można dopuścić się takiej profanacji jak Linux na Macku?"
Sprawa wygląda dość prosto - macbook ten to już zabytek (roczniki około 2008), aktualizacji OSX już dawno nie ma, z oprogramowaniem coraz większe problemy a nowych OSX zainstalować raczej się nie uda (tzn. wiem, że jest to wykonalne, ale jaki jest sens skoro część funkcji i tak nie będzie działać jak trzeba).
Jako, że do OSX i tak nie byłem bardzo przywiązany, postanowiłem reanimować dziadka i postawić na nim Linuksa. Dokładniej Linux Mint 17.2 Rafaela ze środowiskiem Cinnamon.

Opis ten powinien działać dla większej liczby dystrybucji linuksowych a zwłaszcza:

  • Ubuntu (Lubuntu, Kubuntu, itd.)
  • Mint (wszystkie wersje)
  • potencjalnie dla wszystkich bazujących na Ubuntu/Debianie w wersjach wydanych po 2013 roku

Co trzeba zrobić?

Na początek jedno założenie - zakładam, że w konfiguracji języka systemu wybrałeś język "polski" a nie żadne kombinacje.

  • Uruchom konsolę
  • Wykonaj polecenie:
sudo nano -w /usr/share/X11/xkb/symbols/pl
  • Odszukaj wiersz:
include "kpdl(comma)"
powinien znajdować się gdzieś w pobliżu początku pliku
  • Przed tym wierszem dodaj następujący wiersz:
key <RWIN> {        [ ISO_Level3_Shift      ]       };
  • Teraz zapisz zmiany w pliku kombinacją:
ctrl+X - zapisz zmiany i wyjdź
  • Następnym krokiem jest usunięcie pamięci podręcznej dla xkd
rm /var/lib/xkb/*.xkm
  •  Ostatni krok - restart komputera.

Po wykonaniu powyższych czynności możemy pisać tak jak zawsze.


poniedziałek, 30 marca 2015

Hyper-V uruchomienie systemu z fizycznego dysku twardego

Czy was też nurtuje pytanie "czy da się odpalić w wirtualce system z fizycznego dysku"?
Mnie męczy to od dłuższego czasu i dzisiaj w końcu była okazja, aby to sprawdzić.
W moim przypadku za cel postawiłem sobie odpalenie systemu Linux Mint, który mam zainstalowany na osobnym  dysku twardym w wirtualnej maszynie.
Przeszukałem na szybko internet i w zasadzie nie znalazłem żadnych ciekawych informacji - część ludzi zastanawia się, czy jest to możliwe  a reszta twierdzi, że nie.
Co ja sądzę - oczywiście jest to możliwe!

Poniżej zamieszczam opis uruchamiania linuksa z fizycznego dysku w wirtualnej maszynie Hyper-V uruchomionej pod Windows. Te same kroki powinny umożliwić odpalenie systemu Windows, ale tego nie sprawdziłem.

Pierwszym krokiem będzie oczywiście instalacja Hyper-V - opis instalacji zamieszczam tutaj: Instalacja Hyper-V

No to zaczynamy - tutaj piszę o samych podstawach, które każdy chętny powinien sam rozgryźć

  1. Uruchom Menadżer funkcji Hyper-V (znajdziesz w menu start lub Narzędziach administracyjnych, w panelu sterowania
  2. Tworzymy nową maszynę wirtualną - z prawej strony Nowe->Maszyna wirtualna
  3. W pierwszym oknie nie trzeba nic zaznaczać - Dalej
  4. Wpisz sobie jakąś fajną nazwę maszyny i kliknij Dalej (możesz też zmienić lokalizację zapisu maszyny wirtualnej - tylko nie zapisuj jej na dysku, który będziemy wirtualizować)
  5. Generacja - wybieramy Generacja 1 - inne nie będą działać z linuksem - Dalej
  6. Ilość pamięci ram dla maszyny - według uznania, dla konsolowca wystarczy 512MB, dla okienek zalecam im więcej tym lepiej - ja dałem 4GB, bo testowałem na Min z X'ami
  7. Sieć - nie będę omawiał, ale jeśli wcześniej nie ustawiłeś sobie switcha, to pomiń ten krok - zrobisz później
  8. Ważny krok - tworzenie dysku - zaznacz Dołącz wirtualny dysk twardy później
  9. Maszyna wirtualna gotowa, ale to oczywiście nie wszystko

Przygotowanie dysku
Aby nie było za łatwo dysku nie możemy tak zwyczajnie podłączyć do maszyny. W celu podłączenia dysku fizycznego do Hyper-V musi on być w trybie offline

Jak to zrobić?
  1. kombinacja Win+R
  2. wpisz diskmgmt.msc
  3. w przystawce Zarządzanie dyskami odszukaj swój dysk, kliknij prawym przyciskiem obok nazwy Dysk # (gdzie # to numer dysku) i wybierz opcję Offline
  4. gotowe - można pozamykać okienka
Podłączamy dysk do Hyper-V
Przyszedł czas podłączyć nasz dysk do wirtualnej maszyny
  1. W Menadżer funkcji Hyper-V wybierz swoją maszynę i przejdź do jej ustawień
  2. Zaznacz Kontroler IDE 0 i kliknij Dodaj po prawej stronie
  3. Opcja Fizyczny dysk będzie teraz dostępna (jeśli nie jest, to coś popsułeś)
  4. Wybierz dysk z listy, OK
  5. Uruchom swoją maszynę (najłatwiej kliknąć 2 razy na liście a następnie w nowym okienku kliknąć zielony przycisk start, na górnej belce)
To wszystko - okazało się łatwiejsze niż myślałem.


Kilka słów na koniec
To, że podpiąłeś dysk i maszyna zaczęła się odpalać nie koniecznie znaczy, że wszystko będzie działać prawidłowo. W moim przypadku w prawdzie Linux się uruchomił, ale z powodu braku przyspieszenia sprzętowego Cinnamon cały czas się zawieszał.
Ten sam problem będą miały osoby, które postanowią uruchomić w ten sposób Windowsa - nawet jeśli wstanie, to będą problemy.
Przyspieszenie sprzętowe teoretycznie jest w Generacji 2 wirtualnej maszyny. Hyper-V nie zobaczył jednak w tym przypadku systemu nie wystartował.
Nie bawiłem się tym, ale chętnie usłyszę wasze doświadczenia - piszcie w komentarzach.






Instalacja Hyper-V w systemie Windows

W celu instalacji Hyper-V trzeba w Windows 7/8 przejść do zarządzania programami i włączyć odpowiednią funkcję systemu.

Na początek mała uwaga: jeśli Twój procesor (delikatnie mówiąc) jest tandetny lub w biosie/UEFI wyłączyłeś wsparcie wirtualizacji, to opcja instalacji Hyper-V będzie zablokowana. Możliwe też, że niektóre wersje systemu Windows nie będą miały jej dostępnej.
Jeśli masz procesor typu Intel Pentium (bez literki "I" w modelu) lub Intel Celeron, to pewnie nie będzie on oferował wirtualizacji. Core I3 też może mieć z tym problemy. Niestety nie mam jak tego sprawdzić. Jedyne co mogę potwierdzić, to wirtualizacja w Intel Core I5 - wszystkie, z którymi miałem styczność oferowały wirtualizację. O procesorach AMD nie mogę się wypowiedzieć - nie mam styczności.

No to instalujemy
Jako, że jestem leniwy, to opis też jest dla leniwych:

  1. kombinacja Win+R
  2. wpisz appwiz.cpl
  3. kliknij ok/naciśnij enter

W oknie po lewej przechodzimy na "Włącz lub wyłącz funkcje systemu Windows"

W oknie zaznaczamy pozycję Hyper-V i klikamy OK.

Czekamy chwilę na zakończenie instalacji i możliwe, że będzie potrzebny restart komputera.

środa, 14 stycznia 2015

Koniec wsparcia dla Windows 7 - co to znaczy, dla zwykłego użytkownika

Pewnie część z was słyszała już, że Microsoft zakończył wsparcie dla systemu Windows 7.
Możecie się teraz zastanawiać:
  • co to znaczy dla mnie - zwykłego użytkownika
  • czy muszę przesiadać się na ten okropny Windows 8 bez menu start
Możecie być jednak spokojni - koniec wsparcia, o którym mowa, dla zwykłego użytkownika nie ma najmniejszego znaczenia.
Windows będzie działał tak jak zawsze i będą dla niego udostępniane aktualizacje (będą wydawane do roku 2020). Nic nie przestanie działać.
W takim razie co się zmieni, dlaczego Microsoft nas straszy?
Chodzi o to, że w ramach rozwoju systemu operacyjnego firma Microsoft czasami dodaje do niego nowe funkcje. W przypadku Windowsa 7 rzeczywistość jednak taka, że od jego wydania w 2009 roku praktycznie nic nowego, co mogło by mieć znaczenie dla użytkownika się nie pojawiło.
Chyba najważniejszym elementem, który się zmieniał, jest Internet Explorer i obawiam się, że jego kolejna wersja, dla Windows 7 zwyczajnie nie zostanie wydana.
Kto z was tak naprawdę używa IE do czegoś innego niż ściągnięcie innej przeglądarki?

Warto też nadmienić, że Microsoft pracuje aktualnie nad całkowicie nową przeglądarką internetową, która ma zastąpić IE i obecnie nazywana jest Spartan.

piątek, 26 grudnia 2014

Podpis cyftowy - o co właściwie chodzi

No właśnie - słyszymy tekst "podpis elektroniczny", ale właściwie o co chodzi?

Podpis elektroniczny to w zasadzie taki fajny zwrot określający operację kryptograficzną, która ma za zadanie "coś" zrobić z naszymi danymi.
W praktyce zwykle chodzi nam o dwie możliwe czynności:
  • zabezpieczenie danych - nie chcemy, aby ktoś je odczytał (szyfrowanie)
  • potwierdzenie autentyczności danych - chcemy, aby odbiorca (przykładowo wysłanego przez nas maila) miał pewność, że to my go wysłaliśmy oraz, że nikt nie zmodyfikował jego treści
Przykładem podpisu elektronicznego, mającego na celu tylko potwierdzenie autentyczności nadawcy wiadomości mogą być faktury elektroniczne czy potwierdzenia bankowe (rozsyłane mailem przez Orange/mBank i inne instytucje). Załączniki tych wiadomości są podpisane cyfrowo (w mailu mamy dwa pliki, z których ten mniejszy używany jest przez podpis cyfrowy) niestety w celu weryfikacji autentyczności potrzebujemy dodatkowy soft.

Wiadomości, które są tylko podpisane można więc normalnie odczytać - nie są w żaden sposób zabezpieczone.

Dopiero wiadomość, która zostanie zaszyfrowana jest bezpieczna - mamy wtedy jeden plik, który zawiera wszystko - informację o tym, kto podpisał wiadomość oraz dane, których nie powinna być w stanie odczytać postronna osoba.

W praktyce, zawsze kiedy jest mowa o podpisie cyfrowym potrzebny jest nam certyfikat oraz odpowiednie oprogramowanie, które użyjemy do zabezpieczenia informacji czy jej odczytu/weryfikacji.
Jest wiele firm oferujących rozwiązania kryptograficzne, jednak firm oferujących certyfikaty podpisu cyfrowego, działających na polskim rynku podpisu elektronicznego jest dość mało i można tutaj wymienić:
O tym jak to wygląda w naszym kraju postaram się napisać w kolejnym poście.

Kilka słów o pozycjonowaniu

Na początek jedna bardzo ważna sprawa.
Każdy klient, który chce, aby zrobić mu stronę internetową w opisie tej strony dodaje jedno zdanie „….i żeby była wysoko w google…” - robiłem już wiele stron i prawie każdy wali taką głupotą.
To, gdzie znajduje się strona w wynikach Google zależy tylko częściowo od osoby robiącej stronę (a raczej piszącej/programującej stronę). Udział ten określił bym może w granicach poniżej 20%.
To, że strona znajduje się w googlach na początku zależy od jej popularności a nie od tego jak jest zrobiona. Jedyne co może zrobić osoba tworząca stronę, to „uatrakcyjnić” ją dla wyszukiwarek. Takie coś zyskuje się dzięki odpowiedniemu rozmieszczaniu tekstu na stronie (dodanie ważnych zwrotów, nagłówków, tytułów w odpowiednich miejscach) oraz dodanie w kodzie źródłowym strony odpowiednich słów kluczowych powiązanych z treścią strony. Jako, że treść zwykle nie zależy od kodera strony, jedyne co mogę zrobić, to odpowiednio porozmieszczać go w kodzie (wyszukiwarki zwracają uwagę np. na to, że dane zdanie jest wyróżnione jako nagłówek) i dodatkowo dodać odpowiedni opis i słowa kluczowe dla wyszukiwarek (ta część nie jest widoczna dla normalnego człowieka).  Kiedy ja przygotowuję stronę, zawsze staram się dodać te elementy jak najlepiej potrafię. Z mojej strony jest to jedne, co mogę zrobić aby wpłynąć na popularność.
Ten zestaw czynności nazywa się SEO i pozwala wyszukiwarce na określenie czegoś w rodzaju kategorii/typu strony (przykładowo strona o budownictwie pokaże się w wynikach dla zapytania „jakie najlepsze cegły kupić”).
Główna część pozycjonowania serwisu należy do jej właściciela.
Jak już wcześniej pisałem, pozycja strony zależy od jej popularności. Na popularność trzeba sobie zapracować i przychodzi ona z czasem a nie od razu. I nie można jej sobie kupić! Firmy, które zajmują się pozycjonowaniem stron (czyli tak naprawdę sztucznym podbijaniem ich popularności) zwykle mają dwa cenniki:
·         umieszczę twój adres na pierwszej stronie google (w pierwszych 25/50 wynikach) – cena kilkaset złotych
·         umieszczę twój adres w pierwszych 10 wynikach – kilka tysięcy
Trzeba zauważyć, że opłata nie jest jednorazowa ale jest czymś w stylu abonamentu – jeśli przestaną cię podbijać, to lecisz w dół.
Popularność trzeba sobie wypracować. Aby uczynić stronę popularną trzeba zadbać, aby w innych miejscach w Internecie pojawiały się teksty i linki powiązane z naszą stroną. Czyli przykładowo to co polecam wszystkim na początek – założenie sobie profilu/fanpage na facebooku, dodanie na niej linka do swojej strony WWW. Facebook jest bardzo wysoko pozycjonowany wszędzie, gdzie się tylko da i jest duże prawdopodobieństwo, że na początku istnienia strony, profil na facebooku będzie wyżej pozycjonowany niż sama strona. Dodatkowo trzeba zadbać o to, aby linki do naszego serwisu pojawiały się w innych miejscach w Internecie – najlepiej gdyby te „inne” miejsca były powiązane branżą z naszym serwisem. Najlepszym przykładem są tutaj fora internetowe. Zakładamy sobie konto na jakimś forum, w profilu dodajemy podpis, który będzie się pojawiał pod naszymi postami i będzie w nim link do naszej strony. Następnie wypowiadamy się w kilku tematach (trzeba tutaj patrzeć żeby pisać na temat, bo wykasują nam wypowiedź) i już mamy darmowego linka. Google, kiedy przeskanują forum, od razu zobaczą naszą stronę. Im popularniejsze forum tym lepiej dla nas.

Dobrą praktyką będzie też dodanie darmowych ogłoszeń na jakichś miejscowych serwisach – niektóre gazety prowadzą takie coś. Jeśli przykładowo mamy interes w Tychach i udało by się umieścić jakoś nasz adres na stronie Tychy.pl, to mamy cholernie dużego bonusa do wyszukiwania przykładowo „przeprowadzki Tychy”. Te linki zwykle wiszą na takich stronach latami!